Pseudonimizacja i ochrona danych · 10 lutego 2026 · 6 min
Dlaczego dokumentacja sądowo-lekarska nie może trafić do chmurowego czatu
Wklejenie akt do popularnego czatu AI wydaje się najszybszą drogą do zrozumienia sprawy. W praktyce oznacza wysłanie danych osobowych i medycznych tam, gdzie kancelaria nie ma już nad nimi kontroli.
Autor: Adam Parszewski
Biegli sądowi, adwokaci i kierownicy instytutów opiniujących coraz częściej sięgają po modele językowe, żeby szybciej ogarnąć obszerne akta. Kuszące jest wklejenie fragmentu opinii albo protokołu wprost do okna popularnego czatu. To nie jest pytanie teoretyczne — to konkretna decyzja o tym, dokąd trafiają dane.
Co się dzieje z wklejonym tekstem
Popularny czat AI to usługa zewnętrznego dostawcy, z własną infrastrukturą i własnymi zasadami przechowywania. W momencie wklejenia fragmentu z nazwiskiem, numerem PESEL czy opisem stanu zdrowia — te dane fizycznie opuszczają urządzenie, na którym pracuje kancelaria albo instytut, i stają się częścią ruchu do serwera, nad którym nikt po stronie sprawy nie ma już kontroli.
To nie jest kwestia dobrej woli dostawcy
Nawet dostawca, który deklaruje, że nie trenuje modeli na danych klientów, nie zmienia jednego faktu: dane trafiły tam, gdzie miały nie trafić. Nie chodzi o nieufność wobec konkretnej firmy — chodzi o to, że żadna umowa licencyjna czatu nie jest tym samym co świadoma decyzja, czy dane wrażliwe w ogóle powinny opuścić urządzenie w tej postaci.
Gdzie faktycznie jest granica
Ocena zgodności konkretnego przypadku z RODO i tajemnicą zawodową należy zawsze do prawnika lub inspektora ochrony danych — to nie jest coś, co rozstrzyga się artykułem na blogu. Można natomiast opisać, jak wygląda architektura, która tę granicę traktuje poważnie: dane identyfikujące nigdy nie opuszczają urządzenia klienta. Nazwiska, PESEL i dane kontaktowe są wykrywane i ukrywane lokalnie, zanim jakikolwiek fragment tekstu trafi dalej. Dopiero tekst po tej operacji — i tylko on — może zostać przeanalizowany, w tym przez model w chmurze, gdy analiza tego wymaga. Nie twierdzimy, że cały proces dzieje się wyłącznie lokalnie — etap analizy merytorycznej korzysta z modelu w chmurze, bo żaden model działający na sprzęcie biurowym nie prowadzi dziś rozmowy o porównywalnej jakości. Różnica polega na tym, co dokładnie tam trafia.
Jedna bramka, nie dobra wola użytkownika
System, który polega na tym, że ktoś „pamięta, żeby usunąć nazwisko”, prędzej czy później zawiedzie — bo pilnowanie każdego pliku ręcznie to kwestia czasu, nie umiejętności. Rozwiązaniem jest jedna bramka, przez którą przechodzi każdy fragment tekstu przed wysyłką, i która odmawia wypuszczenia materiału, jeśli znajdzie w nim pozostawioną daną. Nie proponuje, nie ostrzega — blokuje.
Powiązana usługa
Zajmujemy się tym na co dzień: pseudonimizacja akt
Jeśli temat z tego artykułu Cię dotyczy — sprawdź, jak dokładnie to działa.
Zobacz usługę: Pseudonimizacja aktZobacz też z bloga